- Sequill..
Ciemnozielonooki chłopak spał w łożku w swoim pokoju w internacie. Jednak nie można było tego nazwać spokojnym snem. Ponieważ chłopak..biegł. I to nie ubrany w swoją starą koszulę nocną.
Miał na sobie strój elektrycznego wojownika. Ale do końca nie był pewny, gdzie walczy.
Czy był to wirtual? A może rzeczywistość?
Ojciec nie pierwszy raz płatał mu takie figle. Ale nigdy nie były one takie jak teraz.
- Sequill. - szept nawołujący chłopaka zdawał się narastać na sile.
A chłopak biegł.. biegł przed siebie. Bez żadnego zastanowienia.
Kto mógł go wołać? I czego mógł chcieć?
Uciekał z prędkością światła. Tak szybko, jak tylko potrafił.
Dobiegł tak aż na kraniec wyspy. Od Cyfrowego Morza dzieliły go już tylko niecałe dwa metry.
- " Pole zguby. " - pomyślał chłopak.
Wtem nagle za nim zjawiły się dwa Kraby. Młodszy z Praddów rozpoczął z nimi walkę...
Jednak bezskutecznie. Jeden z przeciwników okazał się być szybszy.
Wycelował idealnie w pierś chłopaka i siła odrzutu sprawiła, że Sequill poleciał prosto w otchłań Morza.
Probował wszystkiego, by się uratować. Przecież dziedzic nie ginie ot tak w morzu.
W tym momencie pożałował, że nie posiad takich skrzydeł jak Aelita.
Z całej siły zacisnął powieki, byleby tylko odepchnąć od swoich myśli ten potworny obraz.
- " To nie może się tak skończyć.. N-nie tak! Nie..może.. "
I akurat w tej samej chwili Sequill zbudził się z wrzaskiem.
Zaniepokoiło to Urlicha, który miał łózko tuż na przeciwko niego.
- Aaaa.. Stary, miej litość.. musiałeś akurat teraz, jak miałem taki idealny sen..? Au.. Znowu to samo? Znowu te koszmary?
Przyjaciel bruneta zaczął szybciej oddychać i próbował się uspokoić.
- Urlich.. - odpowiedział. - t..to było.. jeszcze starszniejsze niż ostatnio.. j-ja.. mogłem zginąć.
- Co ty gadasz..? - wystraszony Niemiec poderwał się i usiadł na łóżku. - O rany.. jest aż tak źle..?
W odpowiedzi młodszy brat Williama przytaknął mu jedynie skinieniem głowy.
Po chwili dodał :
- Chciał, bym utonął w Cyfrowym Morzu raz na zawsze...
Urlich zbladł. Po raz pierwszy usłyszał tak brutalne słowa. Wieść o tym, że Wojownicy Lyoko mogliby starcić młodszego dziedzica X.A.N.Y i zarazem swojego przewodnika po wymiarze, jakim była Lazuria, niesamowicie go przytłoczyła. Przez okres tego ponad całego roku zdążył polubić chłopaka.
I, obecnie, nie potrafił sobie wyobrazić, że kiedyś mogłoby go zabraknąć.
- Kto niby chciał to zrobić..? - dodał po chwili, nadal będąc w szoku po wyznaniu przyjaciela.
- Skąd mam wiedzieć.. n-nie sądzę by to był.. - myśl bruneta zmroziła go całego.
Przecież to nielogiczne, by jego ojciec chciał się go pozbyć w taki oczywisty sposób. To było pewne, że za koszmarami Sequilla stoi ktoś inny. Tylko kto? I czemu za wszelką cenę chce go uwięzić w wirtualnym świecie?
----
I oto mamy zapowiedź drugiego rozdziału <3 Tak jak wcześniej, polecajcie / komentujcie / udostępniajcie <3
Autorka. <3
poniedziałek, 14 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
Rozdział #1. Co się może wydarzyć, kiedy czegoś sobie zażyczymy..? Marzenie Sayeeda.
Był sobotni poranek w domu państwa Pradd. Był to niewielki dom położony co najmniej 300 metrów od Cadic, jednego z najlepszych internatów w tej części Francji. Ale nie była to taka zwykła szkoła. To w niej zbiegały się ze sobą dwa światy : świat ludzi oraz rzeczywistość komputerowa, gdzie wybrańcy byli gotowi stawić czoła największemu złu. Tym złem był X.A.N.A. Swoimi czynami ten program wprowadzał do świata ludzi chaos, który jest tylko w stanie obalić sześcioosobowa grupa młodych ludzi,uczęszczających do Cadic.
Byli to : Jeremy Belpois ( Francuz ), Odd Della Robia ( Włoch ), Urlich Stern ( Niemiec ), Yumi Ishyama ( Japonka ), Aelita Stones ( Francuzka ), oraz Sequill Pradd ( Anglik ), który niedawno dołączył do grupy.
Sequill skrywa wielki sekret, o którym wiedzą tylko nieliczni. Mianowicie, jest synem X.A.N.Y.
Ale tylko on ma największe szanse, by mu się przeciwstawić. Zna wszystkie tajemnice swojego ojca oraz doskonale potrafi je wykorzystać przeciwko niemu. To on pokazał Wojownikom Lyoko następny wymiar - Lazurię Reload oraz wprowadził do walki Kwiaty Żywiołów, umożliwiające wojownikom walkę zarówno w rzeczywistości, jak i w wirtualu.
Między Wojownikami od czasu przybycia młodego Pradda ( a było to co najmniej z rok temu ), często dochodziło do sprzeczek. Ale zawsze udawało im się pogodzić i wspólnie obalić zło.
Sequill jest drugim najstarszym dzieckiem w rodzinie Pradd. Oprócz niego, jego ziemski ojciec opiekuje się jeszcze 17-letnim Williamem ( zupełnie różnym od brata ) oraz 13-letnim Sayeedem, o którym jednak niewiele ktokolwiek wie.
Pewnego dnia Sequill, jak prawie zawsze, wrócił do swojego domu na weekend. Jak zawsze, otworzył zamknięte drzwi. Jego oczom ukazał się ciemny korytarz.
- Tato.. Jesteś tam? - zawołał przed siebie przekraczając próg domu. - Tato?
- Kto tam jest..? - z głębi dotarł do jego uszu głos jego młodszego brata.
- Sayeed.. gdzie jest tata?
- Wyszedł niedawno. To ty.. braciszku. - do ciemnobrązowowłosego podbiegł niewiele niższy od niego chłopczyk, o tak samo ciemnych włosach i nieco ciemniejszych, zielonych oczach.
- Tęskniłem..młody. - Sequill przytuił do siebie swojego braciszka. - Co mi powiesz? Stało się coś ciekawego od ostatniego czasu?
- Właśnie..czemu cię nie było tak długo? Martwiliśmy się..a szczególnie ja.. mogłeś chociaż dać jakiś znak.. - Sayeed spojrzał swojemu bratu w oczy, a następnie przerzucił wzrok na żółty kwiat na lewej ręce chłopaka. - Też chcę walczyć jak ty i William.. - szepnął ze smutkiem, muskając kwiat dłonią.
- Hę..? Oj.. Sayeed.. uwierz mi że byś nie chciał. Nie chciałbyś być taki jak my. To bardzo wielka odpowiedzialność.. w dodatku mało z niej frajdy.
- Co ty mówisz? Ale ja bym chciał. Chociaż tak na jeden dzień. Lub jedną walkę. Prooszę? - chłopczyk zrobił w stronę brata uroczą minkę, na którą przeważnie dostawał to, czego chciał.
- Oszalałeś..? - prośba brata kompletnie zbiła Sequilla z tropu. - Ale.. Hm.. Ja potrzebuję na to dużej listy pozwoleń, by przekazać ci na pewien czas moje umiejętności, młody.. Ale to lepiej w sumie,że prosisz mnie, a nie Willa. On na pewno by ci nie pozwolił. A w dodatku jego moc jest..potężniejsza od mojej.. - ostatnie zdanie dodał ze smutkiem w głosie.
- Sequii, noo.. Prooszę, daj mi chociaż na jeden dzień swoje moce. Tylko jeden dzień.. - zamarudził Sayeed. - A potem dam ci spokój. Przysięgam.
- Sam nie wiem.. - odparł zaklopotany chłopak. - Ale.. czekaj. Mam plan. Zapytam się Jeremy'ego, czy to aby na pewno bezpieczne, byś raz zastąpił mnie w walce. Okey? Dam ci znać.
- Super! Jesteś najlepszy! - chłopczyk wskoczył bratu w ramiona, a ten złapał go i mocno przytulił do siebie. - Kocham cię, braciszku. - szepnął.
- Dla ciebie wszystko, młody. - starszy Pradd potargał bratu włosy i ucałował go w czoło. - Jadłeś coś może?
################################################################
Parę godzin później Sequill pojawił się w pokoju Jeremy'ego, niskiego blondyna z okularami na nosie. Jak zawsze, siedział on przed komputerem i "udawał", że coś robi.
- Jeremy! - wpadł do ich pokoju jak burza i od razu zaczął przedstawiać mu prośbę swojego brata. - Jest sprawa.
- Mhm..no nawijaj, Sequill. Czyżby znowu problemy w domu?
- Nie no. Akurat nic z tych rzeczy.. ale.. - Jeremy akurat uniósł kubek z herbatą do ust - ..chodzi o Sayeeda. On chce mnie zastąpić na jeden dzień w Lazurii.
################################################################
Tymczasem w Lazurii Reloaded przebywał starszy brat Sequilla i Sayeeda, William. Miał on doskonały podgląd na to, co dzieje się na Ziemi i dokładnie obserwował poczynania swoich młodszych braci. Jego uwaga skupiła się glównie na Wojowniku Lyoko, "zdrajcy", jak też zwykł o nim mówić, ponieważ łączył ich wspólny ojciec. I również głównym zadaniem Willa było ogarnięcie Sequilla i przywrócenie go na dobrą, ich zdaniem, stronę.
- Wrr.. - warknął do siebie, spoglądając na ekran kamery - Co to ma być? Co? - akurat szatyn obserwował moment rozmowy dwóch Praddów. - Ale że jak? Phi. Ten frajer to chyba już do reszty postradał zmysły. Haha..ten mały przydupas to nawet muchy nie ubije, co dopiero jakiekowiek stworzenie w tym świecie. Nawet dnia nie pożyje, haha. Śmieszne. Żałosnee. Nie ma bata, heh..I nawet Jeremy się zgodził..coś czuję, że to będzie ciekawy atak. Tato. Czas wprowadzić zamęt.
I na te słowa, jak na zawołanie, oczy chłopaka rozbłysły ciemną poświatą, podobnie jak jego Kwiat, a zaraz później pojawił się w nich znak X.A.N.Y.
################################################################
Tymczasem Sequill zapinał na lewym nadgarstku brata swój Kwiat Żywiołu.
- Trzymaj. Od teraz to ty masz pieczę nad moimi umiejętnościami. - na sekundkę w oczach Sayeeda błysnął znak X.A.N.Y, ale była to tylko zwykła reakcja Kwiatu na zmianę właściciela.
Sayeed nie był synem X.A.N.Y jak jego starsi bracia. W przeciwieństwie do nich, nic nie łączyło go z walkami w cyberprzestrzeni. Ale znał ich naturę. I od kiedy Sequill powiedział mu prawdę, on obiecał dotrzymać słowa i nie wydać go innym osobom, a w szczególności ojcu chłopaków, Jamesowi Praddowi, który był święcie przekonany, że najstarszy syn nie wymaga już jego opieki i zezwalał mu praktycznie na wszystko. Podobnie jak pozostałym braciom.
Była to jedyna osoba bliska Sequillowi oprócz Sayeeda i Wojowników Lyoko.
Młodszy brunet wpatrywał się z zachwytem i fascynacją w Kwiat brata. - Jejciu.. i on prawie nic nie waży.. Jest taki śliczny.
- Na pewno będziesz miał okazję przekonać się o jego sile. - uśmiechnął się Seq, ale zaraz po chwili dodał sobie w myśli :
" Oby żeby nie trafił na Willa.. dostanie szoku.. oh, oby nie musiał stawać z nim twarzą w twarz.. Tak bardzo o to proszę.. "
################################################################
Tymczasem w Cadic Yumi i Urlich trenowali nawzajem sztuki walki.
Wreszcie, po jakimś czasie, postanowili odpocząć i odrobinę porozmawiać.
- Całkiem nieźle ci idzie, bruneciku. Jesteś w tym już prawie tak dobry jak ja. - szatynka uśmiechnęła się do przyjaciela.
- Tss. Daj spokój. Dużo mi jeszcze do ciebie brakuje. Ciągle obrywam. - odpowiedział jej równie uroczym uśmiechem Niemiec.
- Oj tam. - ponownie się uśmiechnęła. - Powiedz mi lepiej, jak tam wasze stosunki przyjacielskie z Sequillem? Nadal jest tobą tak onieśmielony? W sumie to nie zdziwiłabym się, jakby tak było.
- Ehh.. I to nawet bardzo. Powiem ci, że się do niego przyzwyczaiłem. Nawet, jak śpi z misiem mając już 15 na karku. Tylko, że.. jest jedna wada. Tak to, jak na syna naszego wroga, jest przesympatyczny. I nawet nie czyni takiego syfu jak Odd.
- Tak? A jaka to wada? Też go lubię. Mimo, że.. jest taki podobny do.. sam wiesz kogo.
- Mhm. - mruknął pod nosem. - Chyba zlecę dla niego dorobienie kluczy. Bo ciągle zabiera mi moje.
- To czemu nie weźmiesz tych od Odda? Naprawdę chcesz wydawać kasę w błoto, Urlich? Pieniądze nie wszystkim rosną na drzewach..
- Nie..coś ty.. Zresztą. Pomyślę nad tym. Zbieramy się już, co nie? Jak dla mnie, to starczy na dzisiaj. - chłopak poderwał się z maty do ćwiczeń i zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Tak, pewnie. Masz rację. - szatynka również przystąpiła do sprzątania sali.
Gdy tak już stali przygotowani, podeszli do drzwi. Yumi delikatnie złapała i nacisnęła klamkę. Jednak bez skutku.
- Hej.. co się dzieje? Kto nas zamknął? - obydwa Kwiaty, Powietrza i Ognia, jednakowo rozbłysnęły intensywnym światłem.
- To Lazuria.. coś się musiało stać. Zobacz na Kwiaty.. - nagle z rury kanalizacyjnej w rogu sali, wybuchła fala wody. - Yumi! Tam, patrz! Rura!
- Szybko, musimy coś wykombinować, nim woda nas zakryje!
- Oknem!
Oboje aktywowali swoje Kwiaty i wspólnymi siłami wdrapali się do jednego z okien w sali.
- Powietrze!
- Ogień!
Wybijając szybę, zaczęli biec w stronę Fabryki.
################################################################
Sayeed i Sequill również byli w drodze do Fabryki. Jasne światło Kwiatu starszego bruneta uderzało młodszego w oczy.
- Seq..to tak razi..au.. Daleko jeszcze do tej Fabryki.?
- Spokojnie. Jesteśmy już blisko.
Po jakimś czasie, Urlich, Yumi Aelita, Jeremy, Sequill oraz Sayeed znaleźli się w pokoju z Superkomputerem.
- Hej. A ten co tu robi? - zapytali prawie że jednocześnie Yumi i Urlich.
- Czy to aby nie jest ryzykowne..? - spytała zatroskana Aelita.
- Sam chciał. - odparł Sequill.
- A ja im pozwoliłem. - uśmiechnął się Jeremy, podając bratowi Sayeeda mikrofon oraz oddając mu miejsce za ekranem z widokiem z drugiej kamery.
Reszta wraz z Sayeedem zeszła do skanerów. Jeremy rozpoczął proces wirtualizacji :
- Transfer Yumi!
- Transfer Urlicha!
- Transfer Aelity!
- Transfer Sayeeda!
- Skan!
- Wirtualizacja.
################################################################
Yumi, Urlich oraz Aelita opadli na wirtualną ziemię bez przeszkód. Zaś Sayeed wylądował twardo na tyłku.
- Witaj w Lazuria Reloaded, Sayeedzie-Sequillu. - Urlich pomógł mu wstać. - Mam nadzieję, że jakoś umiesz się bronić?
- Dlaczego ja..ja tak wyglądam? - spytał. - I czemu one..też wyglądają inaczej?
- Wyglądasz prawie jak Urlich. - odpowiedziała Yumi. - Twój brat i on posiadają podobne moce.
- Tak. Ale Sequill jest prawowitym synem X.A.N.Y, więc musisz uważać. Na pewno nie możesz dac się zaatakować. - powiedziała Aelita. - Inaczej przejmie nad tobą kontrolę.
- A wtedy może nie być za ciekawie. - dodał Urlich.
- Hej! Wy tu pitu pitu, a szkoła właśnie wam tonie! - usłyszeli w głośniku głos Sequilla, a zaraz potem po nim Jeremy'ego.
- Wieża jest na zachód. Biegnijcie tam, szybko!
Cała czwórka zaczęła biec w stronę aktywnej wieży. Yumi wraz z Aelitą osłaniały tyły, a Urlich i Sayeed biegli na przodzie. Właśnie już ich oczom ukazała się wieża, gdy nagle przed nimi, znikąd, wyrósł on.
Ten, którego Sequill obawiał się najbardziej.
" O.. cholera..o nie, nie, nie i nie.. " - Sequill zaczął gorączkowo szeptać do samego siebie. " Mam nadzieję, że nic mu nie zrobi.." - Sayeed! Uważaj! - krzyknął, zapominając, że i William go słyszy. - Osz.. ekstra.
- Sayeed? Ojej. No faktycznie. Nie jesteś tym oszołomkiem, zwanym też moim najsłodszym braciszkiem. A teraz tak na serio.. GDZIE JEST SEQUILL?! - ryknął, a jego głos rozległ się po całym wymiarze. - Wiedziałem o waszym cwanym planie, gnojki..
Sayeed drżał na całym ciele. Nie spodziewał się, że spotka się z najstarszym bratem twarzą w twarz.
Aelita, chcąc go uspokoić, przytuliła go ostrożnie do siebie.
- W-wil-william.. - zająknął się chłopczyk - B-boję się..
- Milcz, knypku. Doskonale wiem, co wykombinował ten leszcz. Przysięgam, że jak go dorwę..to.. ukatrupię gnoja.. - syknął Will.
- Nigdy! Nie pozwolimy ci tknąć Sequilla! - krzyknęła Yumi.
- To nasz kumpel! - dołączył do niej Urlich.
- Taak? Ciekawe. - Will przejechał palcem po rękojeści swojego miecza. - Zobaczymy, na ile w stanie jesteś mnie zranić z mocami Sequilla. Walcz ze mną, Sayeed! Tylko nas dwóch.
" Say.. braciszku.. jeśli nie zrobisz tego, co ci każe..przegramy..a moja szkoła zostanie zalana..i być może z nią reszta świata." - Sequill szepnął z otuchą do swojego brata przez mikrofon. " Zrób to dla mnie.. dla nas. Dla Wojowników Lyoko.
W tej samej chwili Kwiat na nadgarstku chłopaka rozbłysnął jasnym światłem.
Dobył mieczy i odważnie stanął do pojedynku ze starszym bratem.
- Dla Sequilla! - miecze Praddów styknęły się ze sobą.
Aelita, wykorzystując sytację, wszedła i zdezaktywowała aktywną wieżę.
Obalony William leżał już na ziemi, a dumny z siebie Sayeed schował za siebie dwa samurajskie miecze.
" Udało się.. zrobił to. Dkonał tego. " - szepnął wzruszony Sequill.
- Tylko szkoda, że o wszystkim będzie musiał zapomnieć. - dodał Jeremy, stając za brunetem.
- Tak bywa. - westchnął zasmucony.
################################################################
Byli to : Jeremy Belpois ( Francuz ), Odd Della Robia ( Włoch ), Urlich Stern ( Niemiec ), Yumi Ishyama ( Japonka ), Aelita Stones ( Francuzka ), oraz Sequill Pradd ( Anglik ), który niedawno dołączył do grupy.
Sequill skrywa wielki sekret, o którym wiedzą tylko nieliczni. Mianowicie, jest synem X.A.N.Y.
Ale tylko on ma największe szanse, by mu się przeciwstawić. Zna wszystkie tajemnice swojego ojca oraz doskonale potrafi je wykorzystać przeciwko niemu. To on pokazał Wojownikom Lyoko następny wymiar - Lazurię Reload oraz wprowadził do walki Kwiaty Żywiołów, umożliwiające wojownikom walkę zarówno w rzeczywistości, jak i w wirtualu.
Między Wojownikami od czasu przybycia młodego Pradda ( a było to co najmniej z rok temu ), często dochodziło do sprzeczek. Ale zawsze udawało im się pogodzić i wspólnie obalić zło.
Sequill jest drugim najstarszym dzieckiem w rodzinie Pradd. Oprócz niego, jego ziemski ojciec opiekuje się jeszcze 17-letnim Williamem ( zupełnie różnym od brata ) oraz 13-letnim Sayeedem, o którym jednak niewiele ktokolwiek wie.
Pewnego dnia Sequill, jak prawie zawsze, wrócił do swojego domu na weekend. Jak zawsze, otworzył zamknięte drzwi. Jego oczom ukazał się ciemny korytarz.
- Tato.. Jesteś tam? - zawołał przed siebie przekraczając próg domu. - Tato?
- Kto tam jest..? - z głębi dotarł do jego uszu głos jego młodszego brata.
- Sayeed.. gdzie jest tata?
- Wyszedł niedawno. To ty.. braciszku. - do ciemnobrązowowłosego podbiegł niewiele niższy od niego chłopczyk, o tak samo ciemnych włosach i nieco ciemniejszych, zielonych oczach.
- Tęskniłem..młody. - Sequill przytuił do siebie swojego braciszka. - Co mi powiesz? Stało się coś ciekawego od ostatniego czasu?
- Właśnie..czemu cię nie było tak długo? Martwiliśmy się..a szczególnie ja.. mogłeś chociaż dać jakiś znak.. - Sayeed spojrzał swojemu bratu w oczy, a następnie przerzucił wzrok na żółty kwiat na lewej ręce chłopaka. - Też chcę walczyć jak ty i William.. - szepnął ze smutkiem, muskając kwiat dłonią.
- Hę..? Oj.. Sayeed.. uwierz mi że byś nie chciał. Nie chciałbyś być taki jak my. To bardzo wielka odpowiedzialność.. w dodatku mało z niej frajdy.
- Co ty mówisz? Ale ja bym chciał. Chociaż tak na jeden dzień. Lub jedną walkę. Prooszę? - chłopczyk zrobił w stronę brata uroczą minkę, na którą przeważnie dostawał to, czego chciał.
- Oszalałeś..? - prośba brata kompletnie zbiła Sequilla z tropu. - Ale.. Hm.. Ja potrzebuję na to dużej listy pozwoleń, by przekazać ci na pewien czas moje umiejętności, młody.. Ale to lepiej w sumie,że prosisz mnie, a nie Willa. On na pewno by ci nie pozwolił. A w dodatku jego moc jest..potężniejsza od mojej.. - ostatnie zdanie dodał ze smutkiem w głosie.
- Sequii, noo.. Prooszę, daj mi chociaż na jeden dzień swoje moce. Tylko jeden dzień.. - zamarudził Sayeed. - A potem dam ci spokój. Przysięgam.
- Sam nie wiem.. - odparł zaklopotany chłopak. - Ale.. czekaj. Mam plan. Zapytam się Jeremy'ego, czy to aby na pewno bezpieczne, byś raz zastąpił mnie w walce. Okey? Dam ci znać.
- Super! Jesteś najlepszy! - chłopczyk wskoczył bratu w ramiona, a ten złapał go i mocno przytulił do siebie. - Kocham cię, braciszku. - szepnął.
- Dla ciebie wszystko, młody. - starszy Pradd potargał bratu włosy i ucałował go w czoło. - Jadłeś coś może?
################################################################
Parę godzin później Sequill pojawił się w pokoju Jeremy'ego, niskiego blondyna z okularami na nosie. Jak zawsze, siedział on przed komputerem i "udawał", że coś robi.
- Jeremy! - wpadł do ich pokoju jak burza i od razu zaczął przedstawiać mu prośbę swojego brata. - Jest sprawa.
- Mhm..no nawijaj, Sequill. Czyżby znowu problemy w domu?
- Nie no. Akurat nic z tych rzeczy.. ale.. - Jeremy akurat uniósł kubek z herbatą do ust - ..chodzi o Sayeeda. On chce mnie zastąpić na jeden dzień w Lazurii.
Okularnik o mało co nie parsknął napojem na ekran komputera. Szczęście, że w ostatniej chwili zdołał obrócić się na krześle przodem do przyjaciela. Inaczej sprzęt poszedłby z dymem.
- S-słucham?! Przecież to jeszcze dzieciak! Tylko nie myśl, że zezwolę na coś takiego. Nie ma takiej opcji. Masz szczęście, że się obróciłem. Inaczej rozlałbym herbatę na klawiaturę.. - prychnął i wrócił do swojej wcześniejszej pozycji. - Miałbym przerąbane u waszego ojca, jakby coś mu się stało. Ty zdajesz sobie sprawę z tego, jaka to odpowiedzialość czy nie?
- Tak.. - odparł zakłopotany Sequill - J-ja wszystko wiem..ale on mnie tak uroczo prosił.. Cholera.
- Raaany. - blondyn przewrócił oczami. - Ale wiesz co/ Mogę się zgodzić. Tylko że w zamian.. hmm. Będziesz miał na niego oko z zewnątrz. Włączę widok na dwie kamery i będziesz go obserwował na polu walki. Zgoda?
- No jasne. Nie oddam brata w ręce X.A.N.Y.. Za nic w świecie. Czekaj, a co z mikrofonem? Mój braciszek jest nieco nieśmiały i boję się, że mógłby się przestraszyć twojego głosu. Dlatego wolałbym mieć też jeden dla siebie.
- Załatwi się. - Jeremy posłał przyjacielowi uśmiech.
- No to ekstra. - chłopak poderwał się z łóżka.
- Sequill.. a była taka sprawa..zanim wyjechałeś, to.. Urlich był u nas. Mówił, że kolejny raz zabrałeś jego klucz do pokoju.
" Rany. Ale mi problem. " - ciemnowłosy brunet szepnął do siebie w myśli, ale po chwili odpowiedział, sięgając do swojej kieszeni. - Ano fakt.. zaraz pójdę i mu go oddam. A przez weekend postaram się załatwić sobie zapasowy.
- W sumie to nie jest aż taki wielki problem. Odd miał dorobiony własny. - uśmiechnął się blondyn. - Ale mówili, byś lepiej miał swój.
- To też da się zrobić. Wielkie dzięki. - chłopak opuścił pokój Jeremy'ego z uśmiechem i prędko zadzwonił do swojego brata.
################################################################
- Wrr.. - warknął do siebie, spoglądając na ekran kamery - Co to ma być? Co? - akurat szatyn obserwował moment rozmowy dwóch Praddów. - Ale że jak? Phi. Ten frajer to chyba już do reszty postradał zmysły. Haha..ten mały przydupas to nawet muchy nie ubije, co dopiero jakiekowiek stworzenie w tym świecie. Nawet dnia nie pożyje, haha. Śmieszne. Żałosnee. Nie ma bata, heh..I nawet Jeremy się zgodził..coś czuję, że to będzie ciekawy atak. Tato. Czas wprowadzić zamęt.
I na te słowa, jak na zawołanie, oczy chłopaka rozbłysły ciemną poświatą, podobnie jak jego Kwiat, a zaraz później pojawił się w nich znak X.A.N.Y.
################################################################
Tymczasem Sequill zapinał na lewym nadgarstku brata swój Kwiat Żywiołu.
- Trzymaj. Od teraz to ty masz pieczę nad moimi umiejętnościami. - na sekundkę w oczach Sayeeda błysnął znak X.A.N.Y, ale była to tylko zwykła reakcja Kwiatu na zmianę właściciela.
Sayeed nie był synem X.A.N.Y jak jego starsi bracia. W przeciwieństwie do nich, nic nie łączyło go z walkami w cyberprzestrzeni. Ale znał ich naturę. I od kiedy Sequill powiedział mu prawdę, on obiecał dotrzymać słowa i nie wydać go innym osobom, a w szczególności ojcu chłopaków, Jamesowi Praddowi, który był święcie przekonany, że najstarszy syn nie wymaga już jego opieki i zezwalał mu praktycznie na wszystko. Podobnie jak pozostałym braciom.
Była to jedyna osoba bliska Sequillowi oprócz Sayeeda i Wojowników Lyoko.
Młodszy brunet wpatrywał się z zachwytem i fascynacją w Kwiat brata. - Jejciu.. i on prawie nic nie waży.. Jest taki śliczny.
- Na pewno będziesz miał okazję przekonać się o jego sile. - uśmiechnął się Seq, ale zaraz po chwili dodał sobie w myśli :
" Oby żeby nie trafił na Willa.. dostanie szoku.. oh, oby nie musiał stawać z nim twarzą w twarz.. Tak bardzo o to proszę.. "
################################################################
Tymczasem w Cadic Yumi i Urlich trenowali nawzajem sztuki walki.
Wreszcie, po jakimś czasie, postanowili odpocząć i odrobinę porozmawiać.
- Całkiem nieźle ci idzie, bruneciku. Jesteś w tym już prawie tak dobry jak ja. - szatynka uśmiechnęła się do przyjaciela.
- Tss. Daj spokój. Dużo mi jeszcze do ciebie brakuje. Ciągle obrywam. - odpowiedział jej równie uroczym uśmiechem Niemiec.
- Oj tam. - ponownie się uśmiechnęła. - Powiedz mi lepiej, jak tam wasze stosunki przyjacielskie z Sequillem? Nadal jest tobą tak onieśmielony? W sumie to nie zdziwiłabym się, jakby tak było.
- Ehh.. I to nawet bardzo. Powiem ci, że się do niego przyzwyczaiłem. Nawet, jak śpi z misiem mając już 15 na karku. Tylko, że.. jest jedna wada. Tak to, jak na syna naszego wroga, jest przesympatyczny. I nawet nie czyni takiego syfu jak Odd.
- Tak? A jaka to wada? Też go lubię. Mimo, że.. jest taki podobny do.. sam wiesz kogo.
- Mhm. - mruknął pod nosem. - Chyba zlecę dla niego dorobienie kluczy. Bo ciągle zabiera mi moje.
- To czemu nie weźmiesz tych od Odda? Naprawdę chcesz wydawać kasę w błoto, Urlich? Pieniądze nie wszystkim rosną na drzewach..
- Nie..coś ty.. Zresztą. Pomyślę nad tym. Zbieramy się już, co nie? Jak dla mnie, to starczy na dzisiaj. - chłopak poderwał się z maty do ćwiczeń i zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Tak, pewnie. Masz rację. - szatynka również przystąpiła do sprzątania sali.
Gdy tak już stali przygotowani, podeszli do drzwi. Yumi delikatnie złapała i nacisnęła klamkę. Jednak bez skutku.
- Hej.. co się dzieje? Kto nas zamknął? - obydwa Kwiaty, Powietrza i Ognia, jednakowo rozbłysnęły intensywnym światłem.
- To Lazuria.. coś się musiało stać. Zobacz na Kwiaty.. - nagle z rury kanalizacyjnej w rogu sali, wybuchła fala wody. - Yumi! Tam, patrz! Rura!
- Szybko, musimy coś wykombinować, nim woda nas zakryje!
- Oknem!
Oboje aktywowali swoje Kwiaty i wspólnymi siłami wdrapali się do jednego z okien w sali.
- Powietrze!
- Ogień!
Wybijając szybę, zaczęli biec w stronę Fabryki.
################################################################
Sayeed i Sequill również byli w drodze do Fabryki. Jasne światło Kwiatu starszego bruneta uderzało młodszego w oczy.
- Seq..to tak razi..au.. Daleko jeszcze do tej Fabryki.?
- Spokojnie. Jesteśmy już blisko.
Po jakimś czasie, Urlich, Yumi Aelita, Jeremy, Sequill oraz Sayeed znaleźli się w pokoju z Superkomputerem.
- Hej. A ten co tu robi? - zapytali prawie że jednocześnie Yumi i Urlich.
- Czy to aby nie jest ryzykowne..? - spytała zatroskana Aelita.
- Sam chciał. - odparł Sequill.
- A ja im pozwoliłem. - uśmiechnął się Jeremy, podając bratowi Sayeeda mikrofon oraz oddając mu miejsce za ekranem z widokiem z drugiej kamery.
Reszta wraz z Sayeedem zeszła do skanerów. Jeremy rozpoczął proces wirtualizacji :
- Transfer Yumi!
- Transfer Urlicha!
- Transfer Aelity!
- Transfer Sayeeda!
- Skan!
- Wirtualizacja.
################################################################
Yumi, Urlich oraz Aelita opadli na wirtualną ziemię bez przeszkód. Zaś Sayeed wylądował twardo na tyłku.
- Witaj w Lazuria Reloaded, Sayeedzie-Sequillu. - Urlich pomógł mu wstać. - Mam nadzieję, że jakoś umiesz się bronić?
- Dlaczego ja..ja tak wyglądam? - spytał. - I czemu one..też wyglądają inaczej?
- Wyglądasz prawie jak Urlich. - odpowiedziała Yumi. - Twój brat i on posiadają podobne moce.
- Tak. Ale Sequill jest prawowitym synem X.A.N.Y, więc musisz uważać. Na pewno nie możesz dac się zaatakować. - powiedziała Aelita. - Inaczej przejmie nad tobą kontrolę.
- A wtedy może nie być za ciekawie. - dodał Urlich.
- Hej! Wy tu pitu pitu, a szkoła właśnie wam tonie! - usłyszeli w głośniku głos Sequilla, a zaraz potem po nim Jeremy'ego.
- Wieża jest na zachód. Biegnijcie tam, szybko!
Cała czwórka zaczęła biec w stronę aktywnej wieży. Yumi wraz z Aelitą osłaniały tyły, a Urlich i Sayeed biegli na przodzie. Właśnie już ich oczom ukazała się wieża, gdy nagle przed nimi, znikąd, wyrósł on.
Ten, którego Sequill obawiał się najbardziej.
" O.. cholera..o nie, nie, nie i nie.. " - Sequill zaczął gorączkowo szeptać do samego siebie. " Mam nadzieję, że nic mu nie zrobi.." - Sayeed! Uważaj! - krzyknął, zapominając, że i William go słyszy. - Osz.. ekstra.
- Sayeed? Ojej. No faktycznie. Nie jesteś tym oszołomkiem, zwanym też moim najsłodszym braciszkiem. A teraz tak na serio.. GDZIE JEST SEQUILL?! - ryknął, a jego głos rozległ się po całym wymiarze. - Wiedziałem o waszym cwanym planie, gnojki..
Sayeed drżał na całym ciele. Nie spodziewał się, że spotka się z najstarszym bratem twarzą w twarz.
Aelita, chcąc go uspokoić, przytuliła go ostrożnie do siebie.
- W-wil-william.. - zająknął się chłopczyk - B-boję się..
- Milcz, knypku. Doskonale wiem, co wykombinował ten leszcz. Przysięgam, że jak go dorwę..to.. ukatrupię gnoja.. - syknął Will.
- Nigdy! Nie pozwolimy ci tknąć Sequilla! - krzyknęła Yumi.
- To nasz kumpel! - dołączył do niej Urlich.
- Taak? Ciekawe. - Will przejechał palcem po rękojeści swojego miecza. - Zobaczymy, na ile w stanie jesteś mnie zranić z mocami Sequilla. Walcz ze mną, Sayeed! Tylko nas dwóch.
" Say.. braciszku.. jeśli nie zrobisz tego, co ci każe..przegramy..a moja szkoła zostanie zalana..i być może z nią reszta świata." - Sequill szepnął z otuchą do swojego brata przez mikrofon. " Zrób to dla mnie.. dla nas. Dla Wojowników Lyoko.
W tej samej chwili Kwiat na nadgarstku chłopaka rozbłysnął jasnym światłem.
Dobył mieczy i odważnie stanął do pojedynku ze starszym bratem.
- Dla Sequilla! - miecze Praddów styknęły się ze sobą.
Aelita, wykorzystując sytację, wszedła i zdezaktywowała aktywną wieżę.
Obalony William leżał już na ziemi, a dumny z siebie Sayeed schował za siebie dwa samurajskie miecze.
" Udało się.. zrobił to. Dkonał tego. " - szepnął wzruszony Sequill.
- Tylko szkoda, że o wszystkim będzie musiał zapomnieć. - dodał Jeremy, stając za brunetem.
- Tak bywa. - westchnął zasmucony.
################################################################
Po przeniesieniu się w czasie Sequill wszedł do pokoju, który dzielił z Urlichem.
Tam jego przyjaciel siedział na łóżku. Podał mu na ręce jego klucz.
- Oj, dzięki. - ciemnooki spojrzał na niewiele wyższego od siebie chłopaka. - Więc, zdecydowałeś się dorobić sobie klucz? Brawo, geniuszu. - zerknął na jego nadgarstek. - I nawet Kwiat wrócił do swojego właściciela. Czyżby Sayeeda nie pociągały walki w Reload?
- W sumie..to tak. Przez ten cały czas bałem się o niego. I tak w sumie.. zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, wysyłając jego zamiast siebie. Powiem ci, że miałem cholerne wyrzuty sumienia.. ale najbardziej to wkurzył mnie William tym swoim przybyciem. Po prostu bałem się, że go skrzywdzi.
- Wiem co czułeś, stary. - Urlich położył mu rękę na ramieniu. - Gdybym też miał młodsze rodzeństwo i na dodatek potwornego brata psychopatę, pewnie bałbym się go bardziej niż ty. Ale w sumie to mogłeś mu nie ulegać.. naraziłeś go i to bardzo..mam nadzieję, że podobny chory pomysł już nigdy nie przyjdzie wam do głów.
- Nie no. Jasne że nie.. Sayeed był strasznie zestresowany i spanikował z początku.. ale patrz. Wszystko się udało przecież, nie? Ale i tak nie dam mu miejsca za siebie. Wiesz przecież, że moje rachunki z sam-wiesz-kim jeszcze się nie wyrównały. - uśmiechnął się ciemnozielonooki.
- I słusznie. - jego przyjaciel odpowiedział mu uśmiechem. - Oby żeby to wszystko kiedyś się skończyło..
------------
I tak mamy już pierwszy rozdział za nami ^-^ Podoba się? Chcecie więcej? Polecajcie i udostępniajcie <3
Następnym razem pojawi się zapowiedź drugiego rozdziału ♥️
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Pamiętniki Sequilla #1. ♥️ Urodzinowa fiesta.
Czwartek, 2 kwietnia
Dzisiaj wczesnym rankiem obudził mnie stukot kropli deszczu o rynnę. Zerknąłem na zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Wskazywał 7:45. "A więc to już czas na poderwanie tyłka z łóżka. " - mruknąłem do siebie nie kryjąc zaskoczenia i prędko podniosłem się ze swojego legowiska. Pierwsza nasza lekcja to zastępstwo z Jimem. A ten z kolei powiedział nam że wychodzimy na deszcz. Ten poranek był wyjątkowo mglisty.. Miałem wrażenie, że tę mgłę można było spokojnie pokroić nożem. Później natknęliśmy się na dziewczyny, które miały zastępstwo z panią Fatum ( rany..tak bardzo im współczuję..mega.. ). Po przerwie okazało się że kolejną lekcję mamy właśnie z nią! Gdy rozległ się dźwięk dzwonka, wszyscy posłusznie weszliśmy na lekcję.
Piątek, 3 kwietnia
Rany. I znowu kolejna gała. Durny Jim. 5 sekund. Niewinne 5 sekund. Poważnie.. Ojciec się wkurzy..ekstra. Mruczałem tak do siebie wkurzony przez pół dnia. I jeszcze te durne przysiady..na niego nie działa żadne usprawiedliwienie..boombaaa po prostu. Ehh! I to jeszcze przy nich, przy całej mojej klasie! Fuj.. Za to inna rzecz była dobra tego dnia. W zamian lekcji z Fatum, pojechaliśmy na basen. Biedny Jeremy, który jest uczulony na chlor...ale zawsze są jeszcze Urlich i Odd. Lepsi od Sissi przynajmniej. O rany.
Sobota, 4 kwietnia
Tata zabrał mnie dzisiaj ze szkoły. Głównie to musiałem zostać i opiekować się Sayeedem, co złapał świnkę. Dobrze, że tata nie wiedział o moim wczorajszym spóźnieniu. Nie wierzę w to co teraz powiem, ale reszta mojej paczki jest odjazdowa! *-* ( heh, a podobno to ja najczęściej zrywam się z internatu w weekendy. Co, ja? Chyba mylicie mnie z Willem xd ). Wraz ze mną pojechali do mnie do domu z paczką owoców dla mojego braciszka.
Niedziela, 5 kwietnia
Dzisiaj gadaliśmy z ekipą o świętach wielkanocnych ( podoba mi się ten zwyczaj..tylko szkoda że żadne z moich przyjaciół nigdy go nie doświadczyło.. :c ). Pomyślałem sobie, jak to oni mają głupio. Śniadanie wielkanocne bez święconki to nie śniadanie, o. Bynajmniej ja tak sądzę. Zawsze w Anglii z moimi braćmi i naszym tatą chodziliśmy do kościoła z koszyczkiem ( taaak, ludzie, Sequill Pradd to 100%-centowy katolik. Możecie nie wierzyć albo nie, ale to realna prawda! xd ) i później wracaliśmy z nim do domu. Na drugi dzień dzieliliśmy się nią między sobą. ( tak, i te głupie życzenia Williama, bym sobie nigdy nikogo nie znalazł.. Zawsze wkurzaliśmy siebie nawzajem z daleka od taty i Sayeeda, oboje nienawidzą jak się tak zachowujemy wobec siebie.. Cóż, ale taka nasza natura dwóch przeciwieństw. ). Zaś od przyjaciół dowiedziałem się że mimo iż nie mają tradycji targania koszyczka, to oblewają się nawzajem wodą ( Zawsze Will stara się bym wyglądał jak najgorzej i leje mnie czym popadnie.. -,- Dlatego ja odobiście wolę kiedy pada. Mniej wody się oszczędza, nie? ) na tzw. Dyngusa. Odd jak zawsze przechwalał się swoimi osiągnięciami wobec swojej rodziny, którą oblał od stóp do głów.
Poniedziałek, 6 kwietnia
To był dopiero początek niespodzianek.Okazało się że Fatum jest na zwolnieniu ( Wreszcie! ). Jejku..dokładnie za niecałe 4 dni, 10 kwietnia, skończę 15 lat..( chyba przewiduję kolejne urodziny z młodszym bratem, bo starszy nawet się nie zainteresuje. Boombaa. ) Resztę dnia spędziliśmy więc w lesie na pogaduszkach.
Wtorek, 7 kwietnia
Co się stało dziewczynom? Wyraźnie mnie unikają..i nawet nie wiem z jakiej racji. Przechodzą obok mnie zupełnie obojętnie. Jakby nic się nie stało. Czyżby one coś ukrywały? Haha.. Śmieszne. Przed dziedzicem XANY nic się nie ukryje, moje panie.
Środa, 8 kwietnia
Wow! Jim wypuścił nas wcześniej z lekcji! Aż nie wierzę, on? Ale w sumie powiedział nam, byśmy cieszyli się świętami..eh. A miałem cień szansy że wypuścił wszystkich ze względu na moje urodziny. To już dwa dni! Kurczę..Tylko, że.. zanim wyszedłem z sali, nasz nauczyciel WF-u szepnął mi na ucho tajemnicze zdanie :
" - Nie myśl sobie, Pradd, że jak jesteś tu nowy, to będę cię traktował ulgowo. Zrozumiałeś? "
W odpowiedzi pokiwałem głową. O co mu mogło chodzić? O to spóźnienie zaledwie tydzień temu ? Dziwna sprawa..
Czwartek, 9 kwietnia
Nadszedł dzień, kiedy to wszyscy posiadacze rodzin w pobliżu Cadic opuszczali szkołę i wyjeżdżali na święta do swoich bliskich. Głęboko wspólczuję chłopakom, którzy w tym roku nie mają do kogo jechać..podczas gdy ja i dziewczyny pobędziemy z naszymi rodzinami, oni będą zobowiązani do pomocy w szkole.. Chyba że.. celowo zostali, by dokończyć plan dziewczyn. Już udało mi się podsłuchac co nieco.
Piątek, 10 kwietnia
To ten dzień! Tata i Sayeed obudzili mnie z samego rana ze śpiewem na ustach. " Sto lat " w ich wykonaniu zawsze brzmi wyjątkowo komicznie. Serio. Postawili przede mną ogromniasty pakunek. ( Aha. Jak już wam wspominałem wcześniej, Williama nigdy nie obchodzą moje urodziny. Założę się że pewnie nawet nie wie kiedy je obchodzę. Dziękuję za takiego brata.. Jego zdaniem składanie życzeń to strata czasu. )
- Co to takiego? - zapytałem.
- Otwórz, a się dowiesz. - powiedział mój ziemski ojciec z uśmiechem na ustach.
OMG.. tego się po nich nie spodziewałem. To, co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
( Sam nie wiem czemu tak uparcie myślałem że dostanę jakiś komputer albo coś w ten deseń. Musiał być wtedy ze mnie jakiś uparty materialista.. ) W paczce na dnie było.. małe uszko. Takie malutkie. Pluszowe. Jej..tak, dla mojego misia. No co? Każdy z nas nawet jak skończy 18 lat, to jest dzieckiem. Dzisiaj skończyłem 15 i nadal śpię z miśkiem. Wstydze się tego? No nie. Straszne.
Łatka dostałem, jak miałem 5 lat. Pamiętam to jak do dzisiaj. Strasznie go pokochałem.
- Łatuś.. - zlapałem misia i przyłożyłem do niego pluszowe uszko w miejsce gdzie znajdowało się poprzednie. - Dzięki wam, rodzinko! Tato! Sayeed! - krzyknąłem zachwycony przytulając ich obu delikatnie do siebie.
- Hej, już, dobra. Leć do szkoły. Słyszałem przypadkiem że ktoś tam na ciebie czeka. - Tata uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.
Puścił mnie biegiem do Cadic, gdzie w lesie czekali na mnie moi przyjaciele.
- Wszystkiego najlepszego, stary. - powiedzieli chłopcy.
- Sto lat, Sequill. - obie dziewczyny lekko mnie przytuliły, a potem wszyscy razem wręczyli mi wieeelki prezent.
- Oh.. nie musieliście..serio..
- Odpakuj. - uśmiechnęli się.
A w prezencie znalazłem olbrzymią kartkę z życzeniami oraz naszym wspólnym zdjęciem.
Teraz to śmiało mogę powiedzieć, że te urodziny zapamiętam na długo!
Sobota, 4 kwietnia
Tata zabrał mnie dzisiaj ze szkoły. Głównie to musiałem zostać i opiekować się Sayeedem, co złapał świnkę. Dobrze, że tata nie wiedział o moim wczorajszym spóźnieniu. Nie wierzę w to co teraz powiem, ale reszta mojej paczki jest odjazdowa! *-* ( heh, a podobno to ja najczęściej zrywam się z internatu w weekendy. Co, ja? Chyba mylicie mnie z Willem xd ). Wraz ze mną pojechali do mnie do domu z paczką owoców dla mojego braciszka.
Niedziela, 5 kwietnia
Dzisiaj gadaliśmy z ekipą o świętach wielkanocnych ( podoba mi się ten zwyczaj..tylko szkoda że żadne z moich przyjaciół nigdy go nie doświadczyło.. :c ). Pomyślałem sobie, jak to oni mają głupio. Śniadanie wielkanocne bez święconki to nie śniadanie, o. Bynajmniej ja tak sądzę. Zawsze w Anglii z moimi braćmi i naszym tatą chodziliśmy do kościoła z koszyczkiem ( taaak, ludzie, Sequill Pradd to 100%-centowy katolik. Możecie nie wierzyć albo nie, ale to realna prawda! xd ) i później wracaliśmy z nim do domu. Na drugi dzień dzieliliśmy się nią między sobą. ( tak, i te głupie życzenia Williama, bym sobie nigdy nikogo nie znalazł.. Zawsze wkurzaliśmy siebie nawzajem z daleka od taty i Sayeeda, oboje nienawidzą jak się tak zachowujemy wobec siebie.. Cóż, ale taka nasza natura dwóch przeciwieństw. ). Zaś od przyjaciół dowiedziałem się że mimo iż nie mają tradycji targania koszyczka, to oblewają się nawzajem wodą ( Zawsze Will stara się bym wyglądał jak najgorzej i leje mnie czym popadnie.. -,- Dlatego ja odobiście wolę kiedy pada. Mniej wody się oszczędza, nie? ) na tzw. Dyngusa. Odd jak zawsze przechwalał się swoimi osiągnięciami wobec swojej rodziny, którą oblał od stóp do głów.
Poniedziałek, 6 kwietnia
To był dopiero początek niespodzianek.Okazało się że Fatum jest na zwolnieniu ( Wreszcie! ). Jejku..dokładnie za niecałe 4 dni, 10 kwietnia, skończę 15 lat..( chyba przewiduję kolejne urodziny z młodszym bratem, bo starszy nawet się nie zainteresuje. Boombaa. ) Resztę dnia spędziliśmy więc w lesie na pogaduszkach.
Wtorek, 7 kwietnia
Co się stało dziewczynom? Wyraźnie mnie unikają..i nawet nie wiem z jakiej racji. Przechodzą obok mnie zupełnie obojętnie. Jakby nic się nie stało. Czyżby one coś ukrywały? Haha.. Śmieszne. Przed dziedzicem XANY nic się nie ukryje, moje panie.
Środa, 8 kwietnia
Wow! Jim wypuścił nas wcześniej z lekcji! Aż nie wierzę, on? Ale w sumie powiedział nam, byśmy cieszyli się świętami..eh. A miałem cień szansy że wypuścił wszystkich ze względu na moje urodziny. To już dwa dni! Kurczę..Tylko, że.. zanim wyszedłem z sali, nasz nauczyciel WF-u szepnął mi na ucho tajemnicze zdanie :
" - Nie myśl sobie, Pradd, że jak jesteś tu nowy, to będę cię traktował ulgowo. Zrozumiałeś? "
W odpowiedzi pokiwałem głową. O co mu mogło chodzić? O to spóźnienie zaledwie tydzień temu ? Dziwna sprawa..
Czwartek, 9 kwietnia
Nadszedł dzień, kiedy to wszyscy posiadacze rodzin w pobliżu Cadic opuszczali szkołę i wyjeżdżali na święta do swoich bliskich. Głęboko wspólczuję chłopakom, którzy w tym roku nie mają do kogo jechać..podczas gdy ja i dziewczyny pobędziemy z naszymi rodzinami, oni będą zobowiązani do pomocy w szkole.. Chyba że.. celowo zostali, by dokończyć plan dziewczyn. Już udało mi się podsłuchac co nieco.
Piątek, 10 kwietnia
To ten dzień! Tata i Sayeed obudzili mnie z samego rana ze śpiewem na ustach. " Sto lat " w ich wykonaniu zawsze brzmi wyjątkowo komicznie. Serio. Postawili przede mną ogromniasty pakunek. ( Aha. Jak już wam wspominałem wcześniej, Williama nigdy nie obchodzą moje urodziny. Założę się że pewnie nawet nie wie kiedy je obchodzę. Dziękuję za takiego brata.. Jego zdaniem składanie życzeń to strata czasu. )
- Co to takiego? - zapytałem.
- Otwórz, a się dowiesz. - powiedział mój ziemski ojciec z uśmiechem na ustach.
OMG.. tego się po nich nie spodziewałem. To, co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
( Sam nie wiem czemu tak uparcie myślałem że dostanę jakiś komputer albo coś w ten deseń. Musiał być wtedy ze mnie jakiś uparty materialista.. ) W paczce na dnie było.. małe uszko. Takie malutkie. Pluszowe. Jej..tak, dla mojego misia. No co? Każdy z nas nawet jak skończy 18 lat, to jest dzieckiem. Dzisiaj skończyłem 15 i nadal śpię z miśkiem. Wstydze się tego? No nie. Straszne.
Łatka dostałem, jak miałem 5 lat. Pamiętam to jak do dzisiaj. Strasznie go pokochałem.
- Łatuś.. - zlapałem misia i przyłożyłem do niego pluszowe uszko w miejsce gdzie znajdowało się poprzednie. - Dzięki wam, rodzinko! Tato! Sayeed! - krzyknąłem zachwycony przytulając ich obu delikatnie do siebie.
- Hej, już, dobra. Leć do szkoły. Słyszałem przypadkiem że ktoś tam na ciebie czeka. - Tata uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.
Puścił mnie biegiem do Cadic, gdzie w lesie czekali na mnie moi przyjaciele.
- Wszystkiego najlepszego, stary. - powiedzieli chłopcy.
- Sto lat, Sequill. - obie dziewczyny lekko mnie przytuliły, a potem wszyscy razem wręczyli mi wieeelki prezent.
- Oh.. nie musieliście..serio..
- Odpakuj. - uśmiechnęli się.
A w prezencie znalazłem olbrzymią kartkę z życzeniami oraz naszym wspólnym zdjęciem.
Teraz to śmiało mogę powiedzieć, że te urodziny zapamiętam na długo!
czwartek, 12 czerwca 2014
Bohaterowie. ♥
Sequill Pradd. ♥
urodziny obchodzi : 10 kwietnia
lat : 15
Kwiat żywiołu : BłyskawiceJeden z dwóch prawowitych synów Xany. Od niego samego, podobnie jak jego brat William, otrzymał prawdziwe życie. Ekscentryczny i troskliwy, mimo dosyć dużego wieku nadal śpi z misiem o imieniu Łatek ( trzyma go przy sobie, odkąd skończył 5 lat ). Oprócz 17-letniego Williama posiada jeszcze 13-letniego brata Sayeeda, rodzonego syna jego ziemskiego ojca. Do Wojowników Lyoko dołącza po odkryciu przez nich wymiaru Lazuria Reload, którego jest częstym bywalcem. Posiada podobne umiejętności co Aelita ( tak jak ona, jest w stanie dezaktywować aktywną wieżę w Reload ) , ale w przeciwieństwie do niej, nie potrzebował procesu materializacji. Jako jednyny do tej pory posiadł umiejętność panowania nad dwoma mocami : Xana's son ( dzięki tej właśnie mocy Sequill jest w stanie przewidzieć plany swojego ojca i z łatwością je pokżyżować, również ta umiejętność jest mu bardzo potrzebna w bezpośrednich starciach z Williamem ) oraz Regular Activate ( żywioł, nad którym panuje, dopasowywuje się do typu broni, jaki posiada, w tym przypadku są to dwa miecze ). To za jego pośrednictwem do walk zostają wprowadzone Kwiaty Żywiołów ( przy ich pomocy walki odbywają się zarówno w rzeczywistości, jak i w wirtualu ). W Cadic dzieli pokój z Urlichem, którego podziwia. Ma o ten fakt również liczne konflikty z Oddem. Zaś w Lazurii walczy pod postacią elektrycznego wojownika, a jego broń to dwa miecze ukryte na plecach. Swoje korzenie, podobnie jak William i Sayeed, czerpie z Anglii.
William Pradd. ♥
urodziny obchodzi : 8 października
lat : 17
Kwiat Żywiołu : Nieustający Mrok
Najstarszy prawowity syn Xany oraz najbardziej mu podporządkowany. Powraca ponownie po swojej tajemniczej śmierci, aby przejąć kontrolę nad swoim młodszym bratem oraz zemścić się na Wojownikach Lyoko za dokonane przez nich czyny. Bardziej przebywa w Reload niż w Cadic, a w Lazurii wciela się w mrocznego killera z długim, szarym mieczem ze znakiem ojca.
Jest wrogo nastawiony do brata, nie podziela jego odwrotnego nastawienia do ojca. Jego zdaniem Sequill powinien stać po ich stronie, a nie wsczynać niepotrzebny bunt. I taka jest właśnie misja Williama. Naprowadzić brata na dobrą, "złą" drogę.
Urlich Stern. ♥
urodziny obchodzi : 18 lutego
lat : 15
Kwiat Żywiołu : Ogień
Urodzony w Niemczech, został jednak zmuszony do przeprowadzki do Francji wraz z bogatym ojcem - biznesmanem, który uparcie dąży do tego, by syn poszedł w jego ślady. Jednak dzieje się zupełnie odwrotnie. Agresywny , lecz też niekiedy romantyczny - podkochuje się w Yumi, jednak nie ma odwagi by wyznać jej co do niej czuje. Od poznania Sequilla dzieli z nim pokój, przez co tak jak on, naraża się na konflikty z Oddem. Aktywny samuraj, preferuje walki w realu niż w wirtualu.
Był jednym z odkrywców sekretów superkomputera. Od samego początku jest nieufny wobec Williama ( dlatego też miał problemy z zaakceptowaniem Sequilla w gronie wojowników ), lecz wobec jego brata stara się być wyrozumiały i poznać go z jak najlepszej strony ( może to z racji iż jest wzorem dla młodego Pradda? )
Odd Della Robbia. ♥
urodziny obchodzi : 22 maja
lat : 15
Kwiat żywiołu : Woda
Jedynak o optymistycznym podejściu do życia. Pierwszy wojownik Lyoko. Wyjątkowo rozgadany - zawsze mówi to co myśli, typowy flirciarz. Przez 3 lata dzielił pokój w internacie ze swoim najlepszym przyjacielem Urlichem, jednak od roku mieszka z Jeremym z racji iż jego przyjaciel zamieszkał w pokoju ze "swoim największym wzrorem", Sequill'em Pradd'em. Nie pała szczególnym uczuciem do dziedzica Xany i od samego początku ma wobec niego mieszane odczucia. W wirtualu wciela się w postać kota i posiada niewielkie problemy z aktywacją pierwszej supermocy ( Regular Activate ) . W tajemnicy przed nauczycielami oraz samym dyrektorem trzyma w budynku Cadic swojego psa o imieniu Kiwi. Posiadacz wyjątkowo artystycznej duszy - nie jest tylko artystą na kartce papieru, ale posiada również serię niezliczonych talentów ( o której pewnie nie ma pojęcia ). Pochodzi z Włoch i jako pierwszy odkrył sekret superkomputera - przeniósł się do alternatywnej rzeczywistości.
Yumi Ishiyama. ♥
urodziny obchodzi : 30 września
lat : 16
Kwiat Żywiołu : Powietrze
Rodowita Japonka. Od niedawna zamieszkuje w internacie, do którego uczęszcza wraz z Wojownikami, dzieląc pokój z Aelitą. We Francji mieszka z bratem i rodzicami. Najstarsza osoba z drużyny i bez wątpienia najbardziej z niej najniebezpieczniejsza. Cicha w uczuciach, skrywa w tajemnicy swoje ( odwzajemnione ? ) uczucie do Urlicha, chociaż bywa czasami widywana przez pozostałych członków z Sequillem ( doznaje lekkiego szoku, gdy spotyka go pierwszy raz i jest wystraszona ich uderzającym podobieństwem ). Dawniej miała właśnie problemy sercowe ze starszym bratem Sequilla, Williamem. Byli zmuszeni zerwać ze sobą, gdy poznała o nim straszną prawdę.
W Lyoko ( Lazurii ) wciela się w japońską geishę o dwóch wirujących wachlarzach, jest jedną z nielicznych, którzy opanowali Regular Activate. Była trzecią odkrywczynią wirualnej rzeczywistości po Oddzie i Urlichu ( no i Jeremym ) .
Aelita Stones ( Hopper ). ♥
urodziny obchodzi : 15 czerwca
lat : 15
Kwiat Żywiołu : Ziemia
Francuzka z pochodzenia. Przez ponad 5 lat była zamnknięta w komputerowej rzeczywistości, lecz dzięki ponownej materializacji, przeprowadzonej przez Jeremy'ego, mogła na nowo poznać ludzkie emocje. W internacie dzieli pokój z Yumi. Jest pierwszą do dezaktywowania Xan'owych wież ( teraz w tym zadaniu pomaga jej Sequill ). Bywa nieśmiała, w Lyoko wciela się w postać ( bliżej nieokreślonej ) anielicy. Podkochuje się w Jeremy'm Belpois, nazywanym też Einsteinem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










